„Podniosła piwne i raczej malutkie oczy, i to na samą tylko sekundę, lecz wydało mu się, że zdążył w nich dojrzeć inny wyraz, niż był przedtem. Miast życzliwej uprzejmości wyzierała z nich rozcieńczona co prawda, jednakże nie dająca się utaić zieloność. Bokiem, bardzo mimochodem pomyślał dlaczego tak jest, że podejrzliwość na zielono zabarwia ludziom... Nie domyślona do końca myśl szybko mignęła i odsunęła się, odbiegła do tyłu, niczym słup telegraficzny w oknie pociągu. — Proszę siostry — powtórzył. Już nie patrzyła na niego i strony księgi telefonicznej niczym biały elektryczny wachlarz wciąż migotały na stole przed jej twarzą. — Em... En... Łęczy... A niechże to piorun — wykrzyknęła znów.
—Chcę to tylko powiedzieć, że na korytarzu przecie jest inny telefon. Niech mi siostra powie, do jakiego profesora dzwoniła, a ja spróbuję wyszukać go w „Oazie"... — Czy to chirurg — spytał.
— Toksykolog.
Przez chwilę znieruchomiał.
— Nie jest dobrze — rzekła.
— Nie
—Tu ma pan karteczkę z bloczku. Pierwszy z góry... Porwał papierek i wciąż stąpając na czubkach kamaszy,
wyszedł na korytarz. Za sobą posłyszał głos pielęgniarki, znowu coś mówiącej do tuby słuchawki. Jednocześnie na kaflanej posadzce gdzieś z tyłu, nie bacząc na ciszę, zastukotały czyjeś męskie obcasy. To z gumową rurką w rękach szedł sanitariusz. Włosy miał rozwichrzone jak u człowieka, który dopiero co się obudził, podniósł głowę znad poduszki i nie zdążył się jeszcze uczesać. Znikł w dyżurce. Głos rudej blondynki stamtąd się poskarżył — Nikogo nie ma w“(3)
Zakłady Bukmacherskie |Perfumy Lancome |pomysły na biznes